facebook


Najnowszy News

Mieszczak 5

Ks. Stanisław Mieszczak podczas transmisji Mszy św. w Łagiewnikach

       Tym krótkim wspomnieniem chciałbym pożegnać się ze zmarłym w Belgii kolegą, ks. Władysławem Jadowskim, sercaninem.

      W czasie seminarium był rok starszy co do rocznika święceń. I właśnie o tamtym czasie chcę napisać parę zdań, bowiem po jego święceniach w 1986 r. w zasadzie nie spotkaliśmy się. Od razu postanowił zostać misjonarzem w Afryce i wsiąkł na dobre kilkanaście lat w Kongo, gdzie – jak słyszałem – nie tylko głosił Ewangelie, udzielał sakramentów świętych, ale w tym wszystkim, co robił, był blisko ludzi i dzielił się z nimi swymi zdolnościami. A miał ich sporo, szczególnie te muzyczne.

      Przygrywał na akordeonie podczas różnych wydarzeń i spotkań w seminaryjnej auli i sali kleryckiej. Grał w zespole stworzonym na potrzeby okazjonalnych występów np. św. Mikołaja. Znał się dobrze na nutach, więc został odpowiedzialny za chór seminaryjny. Pod jego kierownictwem chór ten osiągnął naprawdę niezły poziom.

      Wtedy to dostrzegłem, że Władek angażował się na całego w to, co mu powierzono. Czynił to z prawdziwą pasją, a jednocześnie było widać, że nie robi tego na pokaz. Po prostu nie lubił żadnej fuszerki. Trudności nie sprawiała mu także nauka. Fama głosiła, że Władkowi wystarczyło raz przeczytać skrypt, by zdać celująco.

      Był przy tym bardzo koleżeński i życzliwy. Kiedy ktoś poprosił go o pomoc, nie odsyłał z kwitkiem. Ci, którzy byli z nim na misjach potwierdzają tą piękną stronę jego osobowości. Potwierdza to również przełożony prowincji eurofrankofońskiej (EUF) ks. Jean-Jacques Flammang SCJ w słowie informującym o jego śmierci w klasztorze w Clairefontaine, gdzie był ekonomem, a także pełnił posługę wikariusza w parafii Barnich-Sterpenich. „Jego różnorodne umiejętności, a także przykładne poświęcenie, zawsze pokorne i życzliwe, pozwoliły mu pełnić wiele posług. Bardzo ceniony przez współbraci, a także przez swoich parafian” – napisał prowincjał, dodając, że wcześniej był proboszczem w La Capelle, w mieście, gdzie urodził się Założyciel sercanów.

      Oddany ludziom i duszpasterstwu był także w latach pobytu na Mołdawii, gdzie w Benderach w 2001 r. został proboszczem i musiał organizować niemal od podstaw życie religijne pośród ludności o polskich korzeniach, a także katolików innej narodowości. Opowiadał mi redaktor „Gościa Niedzielnego” Marek Koprowski, który spotkał się z nim w swych wschodnich wędrówkach, że zobaczył w Benderach żywy Kościół, a proboszcza określił jako prawdziwy „wulkan” energii i pracy, który odrodził tamtejszą parafię. Potem napisał o Władku tak: „Jako doświadczony misjonarz, który wiele lat spędził w Afryce, wie, że aby osiągnąć efekty potrzebna jest cierpliwość, modlitwa i cierpienie podejmowane w łączności z Jezusem Chrystusem. Gdy rano zaczyna dzień od pójścia do kaplicy, przypomina mu o tym wiszący na ścianie klatki schodowej krucyfiks. Rozpięty na nim Chrystus zdaje się mówić, że poprzez Jego wierne naśladowanie sercanin ma wynagradzać Mu zniewagi, których doznaje”.

      Słowa redaktora są kolejnym świadectwem o tym, że Władek gdy się za coś brał, to czynił to na całego. Nie oszczędzał się. Chciał zrobić jak najlepiej. I mam przekonanie, że nie czynił tego dla próżnej chwały, dla oklasków.

      Odszedł, zdaje się, za wcześnie i pośród tych, którym służył w międzynarodowej wspólnocie klasztoru w Clairefontaine. Po niemal 34 latach bycia księdzem i sercaninem powrócą do kraju jego prochy. To chyba pierwszy taki przypadek w historii polskiej prowincji. Gdy podczas pogrzebu zgromadzą się wokół tej niewielkiej urny jego rodzina i współbracia, jakże dobitnie wybrzmią słowa Pisma świętego, by pamiętać, że z prochu powstaliśmy i w proch się obrócimy.

      Żegnaj Władku! Dziękuję za lata seminaryjne, za Twą pogodną twarz i dobrotliwe serce.

                                                                                                          Ks. Andrzej Sawulski SCJ

Życie Zakonne

zakon

 

JSN Epic template designed by JoomlaShine.com