facebook


Najnowszy News

 

Mszana czolo

JUBILEUSZOWY MEDAL OD MIASTA MSZANA DOLNA

 

     W wieku 84 lat zmarł ks. Kazimierz Wawrzyczek SCJ, który niemal 68 lat swego życia związał z sercanami. 

      Pierwszą profesję zakonną złożył 25 lutego 1954 r. w Węglówce, a święcenia kapłańskie przyjął 21 czerwca 1963 r. w Krakowie.

      Pochodził z Porąbki k. Żywca (23.02.1938) Większość swego życia związał z domem stadnickim, gdzie był odpowiedzialnym za biuro dobroczyńców i przez jakiś czas ojcem duchownym. Odszedł w środę 20 lipca br. w placówce opiekuńczej im. św. Faustyny Kowalskiej w Rabie Wyżnej, gdzie przebywał od kilku lat. 

       W 1996 r. ks. Kazimierz napisał kolejny wiersz związany z Wielkim Piątkiem i Wielkanocą. Wiersz jest bez tytułu, jak większość jego utworów. Opatrzył go jedynie słowami innego poety, ks. Jana Twardowskiego, który był mu duchowo bliski.

                                                        „I wiem, gdy łzę swoją trzymam jak złoty kamyk z procy-

                                                        zrozumie mnie mały Baranek z najcichszej Wielkiej Nocy”.

      Kiedy przyszła wiadomość o śmierci ks. Kazimierza otworzyłem tomik jego wierszy "Nowe ślady na piasku". Wydawca poniższe strofy zatytułował: „Już Serce bić przestało”. Serce sercańskiego poety przestało bić na tej ziemi w środę o poranku. Czy wszystko się w tamtym momencie skończyło? Poeta w sutannie pisze, że „Miłość zawsze powstanie…”. Jak nie wierzyć Miłości i poecie!

Już Serce bić przestało z miłości największej

I drzewo się schyliło od ciężaru Męki.

Przy Nim, jak okruch nieba, dłoń Matki Najświętszej,

Jan zasłuchany w Słowo przy Ranach uklęknął.

Jakże dotkną tych śladów płonących na skale,

Jak dostrzec ziarno Życia w zranionej Niemocy?

Czy te łzy niczym grona rozkwitną w paschale?

Przywiodą do Pasterza zagubioną owcę?

Patrz: gałązka złamana na nowo się zrasta

I knotek świeci żarem, łzą Dobrego Łotra.

Gdy w ciszy rannej biegną do Grobu niewiasty,

Z płonącej bólem Skały wzrasta Plon stokrotny.

Oto cichy Baranek, jak biel pojednania,

Podąża stromą ścieżką do Zdrojów ukrytych.

Niczym stygmat otuchy świecą Boże rany-

Miłość zawsze powstanie, choćby ją zabito.

Te rany już nie bolą, lecz wiodą do płaczu,

Bo w nich skryta jak kolec zdrada Apostoła.

Czyż nie płaczące oczy pewniej Go zobaczą,

Gdy Chleb połamie Boży na świątecznych stołach?

Oby przystanął z Sercem przy naszych zagrodach,

Jak stanął przy Tomaszu, Marii z Magdali.

A gdy dzień się nachyli, niech wstąpi z gospodę,

By naszą kruchą niemoc własną Mocą spalić.

                                        

Życie Zakonne

zakon